Mowa tu oczywiście o biskupie Mikołaju z Miry, a nie o komercyjnym grubasku w czerwonym wdzianku, który pije popularny napój gazowany. Żywot św. Mikołaja, biskupa Miry, owiany jest pewną dozą tajemnicy. Pierwsze wzmianki na temat żyjącego na przełomie III i IV wieku świętego pojawiają się dopiero 200 lat po jego śmierci.
Zapewnij, że choć św. Mikołaj nie jest prawdziwy, to jednak istnieje – jako symbol dobra i radości obdarowywania. Powiedz np.: „Taki święty żył kiedyś na ziemi. Był dobrym człowiekiem, który pomagał wszystkim potrzebującym. Teraz dorośli starają się go naśladować i w Wigilię uszczęśliwiają swoich bliskich”.
Jak tłumaczy szef włoskiego rządu, św. Mikołaj zapewnił go, ze chodzi w maseczce i utrzymuje dystans społeczny, aby nie zachorować. „Zapewnił mnie, że ma już międzynarodowy certyfikat podróżniczy: może podróżować wszędzie i rozdawać prezenty wszystkim dzieciom na świecie" – dodał premier. "Nie musisz w tym roku mówić
I pewnie innego Mikołaja byśmy nie znali, gdyby nie Kościół, który od lat mówi: Nie, nie. To nie jest TEN Mikołaj. Święty Mikołaj był biskupem. I dzieci w kościołach spotykają zupełnie innego Mikołaja niż ten przechadzający się po galeriach handlowych czy odwiedzający ich w przedszkolu czy szkole.
Święty Mikołaj jest postacią wszechobecną we współczesnej kulturze - praktycznie w każdym kraju świata funkcjonuje jakaś jego wersja. Jednak to, co traktujemy jako wielowiekową, umocowaną w historii i religii tradycję, jest bardziej wypadkową średniowiecznych legend, polityki Kościoła Katolickiego oraz zupełnie współczesnego marketingu. Autorka: Olga Wadowska
Mikołaj – święty Zachodu i Wschodu. Przez wiele lat św. Mikołaj należał do najbardziej znanych i czczonych świętych. Jest otaczany wielką czcią przez wiernych zarówno Kościoła katolickiego, jak i prawosławnego. To przy jego grobie odbył się w 1098 r. zwołany przez papieża Urbana II synod, na którym szukano dróg zniesienia
wEjsoUL. MONTESSORI 5 min. czytania komentarze [29] Mikołaj nie istnieje, a wszystko to wymyślają dorośli po to żeby dzieciom sprawić magiczne dzieciństwo! Sama wierzyłam w Mikołaja dość krótko i czułam ogromne rozczarowanie, mimo tego, że w mojej rodzinie specjalnie tego tematu się nie ogrywało. Pamiętam, że moja Mama wcale nie podsycała we mnie wiary w Mikołaja jakoś specjalnie, bo chyba również czuła się z tym niekomfortowo. Tak samo mam ja. A kiedy jeszcze zostałam miłośniczką pedagogiki to całkiem utwierdziłam się w przekonaniu, że dzieciom wcale nie jest potrzebny fikcyjny i magiczny świat. Doskonale poruszają się w świecie rzeczywistym i tak się uczą. Aby dzieci mogły odnaleźć się w świecie wyobraźni muszą najpierw poznać jak najwięcej rzeczywistych informacji. To co jest znane i empirycznie poznane nie budzi w dzieciach strachu, ani lęku. Dlatego świat wyobraźni często może przerażać. Zdecydowanie lepiej jest dziecku czytać książki niż puszczać ich ekranizacje, bo umysł dziecka tylko podczas słuchania nie wyobrazi sobie niczego, co by przerosło jego wiedzę o świecie. Podczas oglądania filmów nie jesteśmy w stanie przewidzieć czy pokazany fantastyczny stwór nie przerośnie jego wyobrażeń, co później może powodować lęki. Takie jest moje podejście do dzieci: najpierw rzeczywistość, a póżniej fikcja. Co w takim razie ze świętami, kiedy jest mnóstwo powielanych z pokolenia na pokolenie elementów, które nie są do końca znane dzieciom? „Mamo, czy św. Mikołaj istnieje?” – zapytała mnie w tym roku moja 5-latka. Do tej rozmowy przygotowywałam się kilka lat, odkąd się urodziła i byłam na nią gotowa. Więc kiedy pojawiło się TO pytanie to wzięłam ją na kolana i powiedziałam prawdę… „Tak, św. Mikołaj jest postacią prawdziwą.” Na podstawie moich doświadczeń wiedziałam, że taki obraz chcę jej przekazać i po krótce opowiedziałam historię Mikołaja z Mirry. O tym, że podrzucał podarki przez okno potrzebującym. Ona słuchała z wielkim przejęciem. Czekałam na dalsze pytania o to, dlaczego inni się przebierają za Mikołaja, o prezenty pod choinką i inne. Ale one się nie pojawiły, więc pomyślałam, że sama nie będę jej o tym mówić – widocznie to nie jest ten czas. Pisałam Wam pewnie nie raz, że nie okłamuję moich dzieci. Nigdy nie obiecuję czegoś, co wiem, że nie spełnię. Brzydzę się kłamstwem, do tego stopnia, że bardzo uważam na słowa. Kiedy nie jestem czegoś pewna to zazwyczaj mówię: „Ok, zobaczymy”, „Może tak zrobimy” albo „Nie mówię nie” – ulubione mojego męża. Tak samo jest z Mikołajem i całą „magią”. Nie chcę jej okłamywać, ale też nie chcę odbierać tej małej radości. Według mnie to nie chodzi o to, czy on istnieje, czy też nie. Tylko o to, co my z tym zrobimy. Nigdy nie powiedziałam do dzieci, że mają być grzeczne, bo Mikołaj patrzy, albo, że jak będą płakać to nie będzie prezentów. Instytucja Mikołaja nie powinna tak działać. To nie jest narzędzie do wychowywania dzieci i rodzice, które ją stosują chyba nie mają innego pomysłu jak rozmawiać z dziećmi i uczyć je. Dzieci przez to się boją, a nie o to chodzi w budowaniu relacji. Według mnie te dwie sprawy się tutaj wykluczają. Tak sobie myślę, dlaczego wprowadzono postać św. Mikołaja do domów i dochodzę tylko do jednej historii. Kiedyś były inne czasy – dzieci miały mało zabawek, albo w ogóle. Rodzice nie poświęcali im czasu, bo mieli mnóstwo zajęć związanych z utrzymaniem domu i gospodarstwa. Często dzieci były też od małego bardzo zaangażowane w pomaganie rodzicom i ich dzieciństwo w żadnym stopniu nie przypominało tego z dzisiejszych czasów. Myślę, że to dlatego rodzice zaczęli tworzyć historię, która chociaż trochę mogłaby im uprzyjemnić ten wieczór. Dziś jest inaczej, mamy czas dla dzieci, a i one wiodą beztroskie i pełne radości dzieciństwo. Dla mnie takie właśnie ono powinno być – beztroskie, pełne doświadczeń, miłości, fajnych przeżyć. To jest dla mnie właśnie MAGIA dzieciństwa. Nie potrzebuję wymyślać historii żeby moje dziecko miało gwiazdki w oczach. Nie zamawiam też listów od Mikołaja, czy też nie robię ze sztucznego śniegu śladów na podłodze. Czuję, że i tak daję im tę MAGIĘ, bo może ona dla mnie znaczy coś innego, a nie wymyślanie niestworzonych historii o św. Mikołaju. Obserwuję, że niektórzy rodzice naprawdę robią WSZYSTKO, co tylko możliwe żeby dzieci wierzyły. Ja ten temat obchodzę delikatnie i raczej słucham, niż mówię. Też nie chodzi o to żeby powiedzieć wprost, że Mikołaj nie istnieje. Najlepszym pomysłem wg mnie jest czekanie, aż dziecko samo się domyśli. A czy przez to, że ich nie okłamuję to zabieram magię świąt? Myślę, że nie, bo dla mnie magia znaczy coś zupełnie innego. Coś co mamy w sercach i chcemy się tym podzielić. W tym roku tak bardzo chciałam mieć z dziećmi takie świąteczne zdjęcia, ale nie wyobrażałam sobie nas w studio fotograficznym. Dlatego zabrałam dzieci do miejsca, w którym tło było znakomite! Napisała mi o nim moja czytelniczka i bardzo jej za to dziękuję. Flora point to miejsce wyjątkowe. Zachęcam Was do wizyty w tej nietypowej kwiaciarni:) Dzieci są w ubrankach Kappahl Newbie A moja sukienka Lindex Zdjęcia Kliszografia
Data utworzenia: 23 lipca 2022, 20:00. Damian idzie przez góry z Beskidów do Wołosatego. Wolontariusz Domu w Łodzi zbiera pieniądze dla swoich podopiecznych. Przez dwa tygodnie będzie milczał. To wyzwanie, ale też manifestacja. Jego podopieczni też nie mówią. Jeśli pomożecie, Juliana i Bartek zyskają kontakt ze światem. Damiana spotkacie na Głównym Szlaku Beskidzkim. Łatwo go będzie rozpoznać. Damian Szymański idzie czerwonym szlakiem przez Beskidy i Gorce w Bieszczady. Zbiera pieniądze dla dzieci Domu w Łodzi. Foto: Mikołaj Zacharow / Wolontariusz z domu dziecka Dom w Łodzi - Damian Szymański miał tylko odbyć wolontariat wśród nieuleczalnie chorych dzieci, ale - jak mówi - wolontariatem człowieka się zaraża, a kiedy widzi że dzieciaki czekają na niego, z jaką radością go witają, jak się przywiązują, nie sposób odejść. Damian Szymański dla Faktu: - Przyznaję. Mam górskiego bakcyla i każdą wolną chwilę spędzam w górach. Zdobyłem Koronę Gór Polskich - 28 szczytów w dwa tygodnie. Jeździliśmy z kolegą autem od pasma do pasma i wchodziliśmy na najwyższe szczyty. Ale teraz przyszedł mi do głowy pomysł, który pozwoli wykorzystać moją pasję, żeby pomóc moim podopiecznym - Julianie i Bartkowi. Juliana i Bartek co dzień zdobywają Everest Dzieciaki mają po 9 lat. Juliana ma zespół Downa, a Bartek porażenie mózgowe. Oboje są pod opieką Fundacji Dom w Łodzi (prowadzi dom dziecka dla dzieci nieuleczalnie chorych) i nie komunikują się z otoczeniem. - Ja zdobywam szczyty w wolnym czasie i dla przyjemności - mówi Damian Szymański (28 l.). - Juliana i Bartek każdego dnia zdobywają Everest swoich możliwości. Samodzielne jedzenie, kilka samodzielnie pokonanych kroków to dla nich niezdobyte szczyty. Specjalnie dla dwojga podopiecznych Domu w Łodzi logopeda wprowadziła komunikację alternatywną. To dało doskonałe rezultaty. Za pomocą obrazków, gestów, elementów z języka migowego dzieci zaczęły porozumiewać się z opiekunami. Niestety, na zajęcia wdrażające terapię i rozwijające zdolności Juliany i Bartka potrzeba 40 tys. zł. Damian postanowił oddać swój urlop, by zebrać potrzebne pieniądze. Milczący wędrowiec w Beskidach, Gorcach, Bieszczadach W sobotę (23 lipca) Damian Szymański wyruszył z Łodzi do Ustronie, skąd wyszedł na Główny Szlak Beskidzki. Czerwone znaki poprowadzą go przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki i Niski aż po Bieszczady. Jego wyprawa skończy się w Wołosatem, 500 km od startu. - Przejście tej trasy zajmie mi dwa tygodnie - mówi Faktowi Damian. - Przez cały czas będę milczał, a ze światem będzie komunikował się tak - jak rozmawiam z dziećmi, którymi się opiekuję - za pomocą znaków, symboli, piktogramów. Damiana łatwo będzie na szlaku rozpoznać. Na plecaku będzie miał kod QR, dzięki któremu napotkane osoby będą mogły przenieść się na stronę zbiórki i wesprzeć akcję oraz dowiedzieć się wszystkiego o milczącym marszu dla Juliany i Bartka. W planie są też transmisje na FB - oczywiście bez głosu, a zejście do miast Damian planuje co 2-3 dni, kiedy skończą się w plecaku zapasy. Czy uda mu się na migi porozumieć ze sprzedawcami? Mamy nadzieję, że wszystko się uda i Juliana oraz Bartek z Domu w Łodzi dostaną kolejny rok zajęć z komunikacji alternatywnej. Gdzie jest Damian? Relacje ze szlaku będzie publikował na profilu Damian idzie w góry dla Juliany i Bartusia na Facebooku. - Cel to oczywiście 40 tysięcy, bo tyle potrzeba na zajęcia dla dzieci przez kolejny rok - mówi Damian. - Kiedy widzi się, jakie postępy zrobiły dzieci w krótkim czasie, przychodzi siła, żeby walczyć o ich przyszłość. Te 30-35 km dziennie będę pokonywał z radością i nadzieją, że moi podopieczni będą mogli korzystać z zajęć, które dają im kontakt ze światem. Tak wygląda serce Łodzi. Podoba ci się nowy pomnik? Zwiedzaj z Faktem. Łódź i okolice. Co zobaczyć? O czym marzą Siostry Szydłowskie? Czytaj: /4 Mikołaj Zacharow / Damian zbiera pieniądze dla swoich podopiecznych z Domu w Łodzi. /4 Mikołaj Zacharow / Damian zbiera pieniądze dla swoich podopiecznych z Domu w Łodzi. /4 Mikołaj Zacharow / Na plecaku ma kod. QR. Kliknij i wesprzyj akcję /4 Mikołaj Zacharow / Damian zbiera pieniądze dla swoich podopiecznych z Domu w Łodzi. Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Dla wielu dzieci jest to czas niezwykły, pełen magii i oczekiwania na wymarzony prezent. Napięcie rośnie, a wielu rodziców zapewne usłyszy pytanie „Czy święty Mikołaj naprawdę istnieje?”. Matki i ojcowie oficjalnie twierdzą, że mówienie nieprawdy jest naganne, ale chętnie uciekają się do niej, kiedy sami mogą na tym zyskać. Dokładają wszelkich starań, by dzieci nie dowiedziały się, że Mikołaj to postać fikcyjna. Czy słusznie?Święta to coś więcej!Święta to czas, w którym maluchy mogą poczuć się ważne, np. poprzez pomaganie w przedświątecznych porządkach. Cieszą się, że wszyscy wokół są dla siebie serdeczni, że rodzice się mniej kłócą, że wspólnie można ubrać choinkę czy nakryć do stołu. Czują się częścią rodziny, w której nagle czas zatrzymał się w miejscu. I ten list do świętego Mikołaja – czy dodarł, czy rodzice go na pewno wysłali, czy spełnią się marzenia o wyśnionym prezencie? Jako rodzice nie chcemy pozbawiać dzieci magii związanej ze świętym Mikołajem. Opowiadamy zatem historie o reniferach, o Rudolfie czy o Laponii, a maluchy wierzą. I dobrze, bo świat dziecka w wieku 0-11 lat zbudowany jest z bajek i co nam Mikolaj?W obecnym modelu wychowawczym potrzeba prawdomówności sprawia, że wielu rodziców zastanawia się, czy karmienie dzieci opowieściami o Mikołaju jest w ogóle etyczne z punktu widzenia wychowawczego. Z badań przeprowadzonych przez Gail Heyman z Wydziału Psychologii University of California w San Diego (USA) wynika, że uciekanie się do nieprawdy ma skłonić dziecko do pożądanego zachowania. Rodzice z USA i Chin otrzymali listę różnych kłamstw obejmujących kategorie takie jak jedzenie, wychodzenie z domu, fikcyjne postaci, poprawa samopoczucia itd. Poproszono ich o zaznaczenie tych zdań, które zdarzyło im się wygłosić do dziecka. Najczęstszym kłamstwem okazało się sformułowanie „Wyjdziemy z domu bez ciebie”, Kolejne to „Nie ma już więcej słodyczy” oraz „Jeszcze wrócimy tutaj kupić ci zabawkę”. Kłamiemy też na temat zdolności dziecka – mówimy, że pięknie gra na pianinie, mimo że jest to bardzo dalekie od prawdy. Kolejne kłamstwo z kategorii „chcemy mieć posłuszne dziecko” to „Jeśli się nie uspokoisz, tamta pani będzie na ciebie bardzo zła”. Jednym z najciekawszych kłamstewek rodziców jest „Jeśli nie pójdziesz ze mną, porywacz cię porwie, gdy nie będzie mnie w pobliżu” – tę odpowiedź wybrało prawie 70% chińskich rodziców i 17,5%. Amerykanów. Badani tłumaczą, że zdarza im się kłamać nie tylko po to, żeby uzyskać pożądany efekt, ale też po to, żeby ich dzieci poczuły się czy nie?Naukowcy z Harvardu dowiedli, że dzieci wierzą inaczej w postaci mityczne i fikcyjne niż w zjawiska, które, chociaż niewidoczne, są udowodnione naukowo. Ich wiara w świętego Mikołaja jest mniej głęboka niż ta w istnienie zarazków czy tlenu. Największą obawą współczesnych rodziców jest to, że kiedy dziecko odkryje prawdę, poczuje się oszukane. Jak jednak zauważa dr Gwen Dewar, antropolożka i psycholożka, dzieci, które przestają wierzyć w Mikołaja, odczuwają zadowolenie, że odkryły prawdę – smutek przypada w udziale głównie rodzicom. Z kolei dr John Condry nie ma żadnych wątpliwości, że odkrycie prawdy o Mikołaju to rodzaj nobilitacji dla dziecka („Jestem już duży, wiem to samo, co duże dzieci i dorośli”) i nie wywołuje gniewu na jest, że najlepiej jak najdłużej podtrzymywać wiarę w świętego Mikołaja. Racjonalne myślenie wystarczyłoby do przeżycia świąt, ale pozbawiłoby je tajemniczości i magii. Najczęściej dzieci dowiadują się, że Mikołaj nie istnieje, kiedy idą do szkoły lub po prostu od starszego rodzeństwa. Dziecko 6-cio czy 7-letnie jest już w stanie zrozumieć, dlaczego rodzice rozmijają się z prawdą. Warto jednak zawsze na ten temat porozmawiać. W przypadku starszych dzieci (10-11 lat) można odwołać się do tradycji kościelnej i opowiedzieć historię św. Mikołaja, biskupa Miry, który rozdał swój majątek ubogim. Warto przed taką rozmowę trochę się podszkolić i zapoznać się z postacią tego świętego, bo dzieci zadają mnóstwo pytań. Wstępem do rozmowy może być np. wspólne malowanie Mikołaja. Można dodać, że dorośli także lubią wierzyć w magię świat, dlatego stają się pomocnikami świętego Mikołaja i kupują prezenty Sławomir Żelazek – psycholog kliniczny i neuropsycholog, psychoterapeuta, hipnoterapeuta i coache NLP. Pracuje z osobami, które doświadczyły traumy, specjalizuje się w terapii zaburzeń psychotycznych, zaburzeń schizoafektywnych oraz zespołu stresu pourazowego, uzależnień i wielu innych. Uznany członek The Psychological Society of Ireland (PSI) i American Psychological Association (APA).
Powiedzieć dziecku, że Świętego Mikołaja nie ma?Temat nie jest taki błahy jakby się wydawał. Często taka rozmowa może zakończyć się wielkim rozczarowaniem, płaczem po stronie dziecka, a nawet przewrócić na jakiś czas jego świat do góry nogami. Czy mówić? Kiedy mówić? No i jak mówić?Potrzeba bajki, legendy, mitu Trudna sprawa. Odzierać nasze dzieci ze złudzeń czy kłamać? I tak źle i tak nie dobrze. Chyba, że potraktujemy sprawę trochę metafizycznie. Każde dziecko, a ośmielę się powiedzieć, że dorosły także, ma potrzebę bajki, legendy, mitu. Dzieci, chcą wierzyć w bajki, w to, że dobro zwycięży, a zło zostanie pokonane. W bajkowym świecie dzieci mają poczucie bezpieczeństwa i sprawiedliwości, dają szansę rozwoju wyobraźni i poniekąd marzeniom. Podobnie jest z dorosłymi. Dobrym przykładem w przypadku kobiet jest niesamowita popularność i sympatia dla filmu „Preety woman”. Chcemy wierzyć, że bajkowe historie mogą zaistnieć w życiu, a kryzysy i smutne wątki zakończą się happy Świętego MikołajaWiększość pedagogów i specjalistów jest zgodnych, co do stwierdzenia, że bajki i mity są niezbędne do prawidłowego rozwoju dziecka. Takim elementem bajki w życiu dziecka jest też Święty Mikołaj. Ucieleśnia on dobro, ciepło, wszystko, co miłe, na co się czeka, nagrodę, o którą trzeba się starać i być Świętego Mikołaja pomaga przeżywać młodszym, dzieciom radość Świąt Bożego Narodzenia. Są one zbyt małe by rozumieć, na czym dokładanie polegają te Święta. A Święty z białą brodą, w czerwonym ubraniu, z wielkim workiem i zastępem reniferów, pomaga odczuwać radość oczekiwania, a potem cieszenia się tymi niezwykłymi dzieciom można opowiadać prawdziwą historię Świętego Mikołaja, który czynił cuda, ratował żeglarzy, rozdawał majątek biednym. Ważne by dzieci nie kojarzyły Mikołaja tylko z czekoladowymi figurkami albo obleganymi postaciami w zatłoczonych w Świętego Mikołaja nie musi być w opozycji do wiary w Boga. Ta postać przypomina nam, bowiem, że trzeba być dobrym, grzecznym, mieć nadzieję, wierzyć w to, czego nie widać, dzielić się radością, tym, co się końcu jest czy go nie ma?Jak wspomniałam, lepiej nie odzierać dzieci ze złudzeń. Kłamać też nie jest dobrze. Gdy dziecko zapyta nas czy on istnieje możemy opowiedzieć mu o dobru i radości, jaką on przynosi w Święta, o tym jak wszyscy czekają na niego, na jego hojność, prezenty, które są nagrodą ze dobre sprawowanie. Starszym dzieciom możemy poopowiadać o prawdziwej historii tego prawosławnego i katolickiego świętego. Starsze dzieci, gdy mają już większą wiedzę o świecie, zdają sobie sprawę z granicy między fantazją a realnością. Zaczynają zdawać pytania, dociekać, jak to możliwe by jeden człowiek mógł rozwieźć prezenty po całym świecie w ciągu jednej nocy, a do tego jeszcze latać nad dachami i przeciskać się przez wąski nasze pociechy wytaczają tak rezolutne argumenty , być może czas im powiedzieć prawdę. Być może będą w stanie ją przyjąć zdroworozsądkowo. Niech tu prowadzi Was Wasza intuicja. Ważne by podkreślić duchowość Świąt i Świętego Mikołaja, który uosabia wszystko, co piękne, dobre wyczekiwane, obdarza nas najpiękniejszymi prezentami, wnosi radość w nasze życie. Taka rozmowa jest też okazją do uświadomienia dzieciom, że każdy może być czasem takim Świętym Mikołajem i podarować bliskiej lub całkiem obcej osobie coś od serca. A co może być takim prezentem zależy tylko od pomysłów naszych dzieci.
Rodzice z premedytacją okłamują dzieci! Czy święty Mikołaj istnieje? Data utworzenia: 20 grudnia 2014, 10:14. Jak to!? Świętego Mikołaja nie ma? – płaczą dzieci, które właśnie odkryły, że to nie Mikołaj przynosi im prezenty, ale sąsiad za niego przebrany. A przecież rodzice tyle się nagimnastykowali, żeby podtrzymać u swoich pociech wiarę w św. Mikołaja. Czy mówić dzieciom prawdę, czy jednak nie odbierać im tej przyjemności? Podpowiada psycholog dziecięcy. Święty Mikołaj Foto: Thinkstock W tym roku przed mikołajkami Rzecznik Praw Dziecka, Marek Michalak na swoim profilu na portalu społecznościowym zamieścił plakat o treści: „Dzieci mają prawo wierzyć w Świętego Mikołaja. Pomóżmy zatrzymać tę wiarę jak najdłużej. Mikołaj potrzebuje naszej pomocy” okraszony logiem akcji „Reaguj na przemoc wobec dzieci – Masz prawo”. „Czy mam przez to rozumieć, że rodzice, którzy nie wprowadzają w domu postaci Mikołaja, albo od początku mówią dzieciom, że to taki miły świąteczny zwyczaj, robią dziecku krzywdę? Stosują przemoc?” – grzmiała propagująca ideę rodzicielstwa bliskości Agnieszka Stein - psycholog dziecięca, która jest za tym, aby nie okłamywać dzieci. No cóż, nie da się ukryć, że medialna awantura o św. Mikołaja niewiele pomogła rodzicom. Jak to wygląda w domach, w których utrzymywana jest wersja o św. Mikołaju? „Co roku wynajduję nową kryjówkę, żeby schować podarki przed wzrokiem mojego ciekawskiego synka” – relacjonuje mama 5-latka. „Za pakowanie prezentów biorę się w nocy, kiedy on śpi” – dodaje. Ułatwioną sprawę mają ci, którzy mieszkają w domu z kominkiem. „Utrzymujemy, że św. Mikołaj wchodzi do domu przez kominek i zawsze zostawia przy nim trochę popiołu, zabiera też cukierki, które córka mu nakazuje zostawić” – opisuje mama 7-letniej dziewczynki. „Żeby córka jak najdłużej wierzyła w Mikołaja, stosowaliśmy fortel polegający na zostawieniu śladów butów na klatce schodowej, które miały sugerować, że właśnie tędy szedł, tylko że nie udało nam się go przyłapać” – mówi o swoim sposobie mama 9-letniej Hani. „U nas po kolacji wigilijnej woła się dzieci do drugiego pokoju, żeby przez okno wypatrywały pierwszej gwiazdki. W tym czasie ktoś z rodziny podrzuca prezenty pod choinkę. Kiedy dzieci wracają, dowiadują się, że właśnie minęły się z Mikołajem” – relacjonuje tata dwóch dziewczynek. „W moim domu zawsze zostawiamy otwarte drzwi balkonowe, które mają sugerować, że tędy właśnie czmychnął Mikołaj” – opowiada małżeństwo, u którego w Wigilię gości liczna rodzina z gromadką dzieci. Niektórzy rodzice decydują się na wizyty św. Mikołaja-przebierańca. Często rola ta przypada komuś z rodziny. Ale co sprytniejsi, by uniknąć zdemaskowania wujka po butach czy oczach, zatrudniają do tego zadania jakiegoś dalszego znajomego albo kogoś, kto odpłatnie oferuje takie usługi. Kosztuje to około 100-300 zł w zależności od miasta. W wielu rodzinach istnieje też zwyczaj pisania listów do św. Mikołaja. A teraz – w dobie internetu – istnieje nawet możliwość zamówienia listu zwrotnego od Mikołaja albo wpisania imienia i nazwiska dziecka do księgi grzecznych dzieci. Można to zrobić na stronie: Czy warto wysilać się, by zachować odrobinę magii w dziecięcej wyobraźni? – „Dziecięcy świat oparty jest na magii, fantazji i naiwności. Dzięki temu Pinokio podróżuje w brzuchu wieloryba, wróżka czaruje dynię w karetę Kopciuszka, a Mikołaj przez komin podrzuca do domu prezenty. Każde dziecko i tak prędzej czy później skonfrontuje się z prawdą na ten temat. Dzieci powinny jak najdłużej być dziećmi, my, dorośli, powinniśmy zadbać, by ich wspomnienia z Wigilii były magiczne - w tym przydaje się Mikołaj” – przekonuje psycholog dziecięca Maria Staszczuk-Krystew z Fundacji MyMind – „Jednak święta to nie tylko pan z brodą i prezenty, ale przede wszystkim ciepła, rodzinna atmosfera... Z drugiej strony, dzieci mają prawo, a nie obowiązek wiary w św. Mikołaja, dlatego myślę, że w momencie wątpliwości, w którym nie wiemy, co odpowiedzieć na trudne pytanie, bezpiecznie jest odwrócić pytanie: „A Ty jak myślisz? Czy Mikołaj istnieje naprawdę?”. I wtedy uzyskamy pełen obraz świadomości naszego dziecka w tym temacie, dzięki temu łatwo będzie nam dopasować nasze tłumaczenia do potrzeb dziecka” – dodaje psycholog. Zobacz: /2 Fotolia /2 Thinkstock Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
dlaczego św mikołaj nie ma dzieci